Od samego wejścia uderzył mnie
zapach alkoholu i papierosów, na który zmarszczyłem delikatnie nos. Odwiesiłem
kurtkę na wieszaku stojącym obok wejścia i ruszyłem w kierunku baru. Ze
zdziwieniem odkryłem, że lokal był dość pusty, zwłaszcza jak na taką godzinę.
Wnętrze było skromne, ale bogato urządzone. Drewniane stoły i kanapy obszyte ciemno-błękitnym[1]
materiałem, tak samo jak stołki przy kontuarze. Blat był wyraźnie użytkowany,
ale dalej zachowywał styl. Cały lokal był utrzymany w angielskim stylu, z głośników
wydobywała się nawet jazzowa muzyka. Dużo lepiej by to wyglądało gdyby
prawdziwy zespół grał ją na żywo, ale wymagałbym zbyt wiele od lokalu do
którego można wejść bez dowodu. Siadając do baru zauważyłem, że na drugim końcu
pomieszczenia znajduje się stół do bilarda, przy którym grało dwóch znajomych,
zakładających się o coraz większe sumy pieniężne, w końcu do puli dorzucając
sprzątanie pokoju i odrabianie pracy domowej (po czym wywnioskowałem, że to
studenci).
— Coś podać? – usłyszałem głos
barmana.
— Colę z lodem – odparłem na co
mężczyzna tylko się uśmiechnął i sięgnął za ladę.
Z nudów zacząłem mu się przyglądać
przy pracy. Pierwsze co się rzuciło to to, że miał już swoje lata. W starannie
ułożonych włosach krucza czerń ustępowała siwiźnie, a na twarzy można było bez
większego trudu zobaczyć zmarszczki. W końcu mężczyzna skończył mój napój i
musiałem skończyć się na niego patrzeć.
— Co taki młodziak robi tutaj? Nie
masz na jutro do szkoły chłopcze? – zagadnął wycierając, moim skromnym zdaniem
bardzo czysty blat.
— Chyba się nudzę, brakuje mi
rozrywki w tak małym miasteczku – odparłem ignorując drugie pytanie.
— Jesteś z większego miasta?
— Z Okinawy.
— To nic dziwnego, że doskwiera ci
nuda, ale muszę cię zawieść – w moim lokalu też nie za dużo się dzieje – wyznał
uśmiechając się miło.
— Cóż lepsze to niż nic.
Potem bar zaczął się zapełniać
nowymi gośćmi i właściciel nie miał już czasu ze mną rozmawiać. Wnętrze
wypełniło się rozmowami znajomych i uderzeniami bil na stole. Zanim się
obejrzałem, a dwie pary udały się do sypialni na piętrze lokalu, gdzie jak się
domyśliłem mieli zamiar przenieść swoje rozmowy na bardziej prywatny poziom.
Już miałem się zbierać do domu, gdy
na świeżo zwolnione obok mnie miejsce usiadła ładnie umalowana szatynka w
bordowej sukience przed kolano z dekoltem w serek. Musiała od jakiegoś czasu
czekać na to miejsce, bo od razu zaczęła ze mną rozmowę i to w dość niewybredny
sposób.
— Co taki młodzik jak ty robi w
takim miejscu? Czyżbyś szukał chętnego na dzielenie z tobą pokoju na górze? –
Omal nie parsknąłem śmiechem gdy wypowiedziała to zdanie, jaka była szansa, że
zacznie je dokładnie tak samo jak barman?
— Może – odparłem dopijając resztkę
coli.
—
To może skusisz się na moją propozycję? – spytała dość pewna siebie bawiąc się
naszyjnikiem z syntetycznym diamentem.
— Czy pani mnie deprawuje? To
karalne – uśmiechnąłem się kącikiem ust odstawiając szklankę na blat.
—
Och, wybacz moje maniery – zreflektowała się szybko. — Mów mi Izanami.[2]
—
To nie twoje prawdziwe imię. – Zaśmiałem się.
—
Ale takie mi się podoba – odpowiedziała miło, zakrywając usta dłonią.
— W
takim razie ty mów na mnie Hisoka[3].
– Musiała minąć krótka chwila zanim kobieta zrozumiała co mam przez to namyśli.
—
Dlaczego, jeśli mogę wiedzieć?
Nachyliłem
się konspiracyjnie i powiedziałem:
—
Bo nie interesują mnie kobiety.
Najpierw
spojrzała na mnie zdziwiona, a potem się zaśmiała.
—
Czyli gdybym była chłopakiem, to przyjąłbyś moje zaproszenie?
—
Raczej nie od razu, ale gdybym cię poznał, to kto wie? – odpowiedziałem.
—
Poznał? – powtórzyła delikatnie zbita z tropu.
—
Nie lubię agresywnych kochanków – odparłem, wzdychając ciężko. — Coraz trudniej
o tych delikatnych i czułych.
—
Chyba mam dla ciebie idealnego amanta – powiedziała i wskazała palcem za mnie
na młodego mężczyznę ubranego w czarną koszulę, na którą miał założoną beżową
kamizelkę i pasujące do niej spodnie. Siedział na jednej z kanap i rozmawiał z
kimś kto wyglądał na jego znajomego. Miał ciemnobrązowe włosy i chyba tego
samego koloru oczy (z mojej odległości ciężko to było stwierdzić).
—
Dlaczego tak uważasz?
—
Jest połączeniem tych dwóch cech. No i jest przystojny. – Mówiąc to,
uśmiechnęła się zadziornie. — To pierwsze sama sprawdziłam – dodała szybko.
Podniosłem
kącik ust i zapytałem:
—
Jak się nazywa? Jest stałym bywalcem?
—
Ma na imię Yoichi[4], ale nie
znam nazwiska. Przychodzi do tego baru co drugi, bądź trzeci dzień. Chyba z
powodu pracy nie ma go tutaj codziennie. No i zawsze jest w piątek, sobotę i
niedzielę, więc masz dużo czasu, by do niego zagadać.
—
Dzięki, może spróbuję – mruknąłem, kładąc pieniądze na ladzie. — Niestety nie
teraz. Jutro muszę stawić się w szkole – wyznałem smętnie.
—
Powodzenia Hisoka-chan! – zachichotała, machając mi na pożegnanie samymi
palcami.
Uśmiechnąłem
się delikatnie i wyszedłem na świeże powietrze stawiając kołnierz by choć
trochę ochronić się przed chłodnym wiatrem. Nie spieszyłem się zbytnio do domu
wiedziałem, że i tak nikt tam na mnie nie czeka z ciepłym powitaniem, czy
chociażby kazaniem za stawienie się o tak późnej godzinie. Mojej matki nigdy
nie interesowało to, gdzie i z kim wychodzę. Dla niej ważne było tylko czy
jestem wzorowym uczniem i, czy nie sprawiam jej innych problemów.
Była
już prawie północ, a mnie dzieliła może ulica od domu, gdy zaczepiło mnie
trzech „znajomych” mojej mamy.
—
Hej, patrzcie kto to – zawołał chłopak trochę starszy ode mnie, w jasnoszarej
bluzie. — Czyż to nie synalek Chiharu?
—
Pierdolisz, takie chucherko? – zarechotał drugi z nich, wysoki, dobrze
zbudowany mężczyzna na oko po trzydziestce.
Ignorując
zaczepki i patrząc cały czas przed siebie, przyspieszyłem kroku, by jak
najszybciej od nich odejść.
—
Stój młody, jeszcze nie skończyliśmy rozmawiać – warknął najwyższy z nich, z
trzydniowym zarostem i papierosem w ustach, łapiąc mnie gwałtownie za ramię.
Wyszarpnąłem
się i fuknąłem nieprzyjaźnie:
—
Czego chcecie?
—
Co tak ostro, chcemy tylko żebyś przekazał swojej mamusi żeby przestała wpychać
nos w nie swoje sprawy – odpowiedział dryblas z zadziornym uśmiechem.
—
Skoro tak wam zależy, to sami jej to powiedźcie. Nie jestem waszym posłańcem —
syknąłem, znów ruszając przed siebie, gdy pierwszy z nich złapał mnie za przód
kurtki.
—
Nie kozacz się tak mały, bo nie mam cierpliwości do gówniarzy.
—
Nie dotykaj mnie – prychnąłem, łapiąc go za nadgarstek.
Facet
tylko warknął w odpowiedzi i zamachnął się by mnie uderzyć. Na szczęście w porę
zdążyłem się wyszarpnąć i uniknąć ciosu. Bicie się z trójką mężczyzn, wyższych
i silniejszych ode mnie byłoby samobójstwem, więc wykorzystując swoją kondycję,
ruszyłem ile sił w nogach do bardziej zaludnionych ulic. Wiedziałem, że nie
mogę pobiec prosto do domu, dlatego mając nadzieję na łut szczęścia, biegłem
nie bardzo wiedząc nawet w którą dokładnie stronę zmierzać. Słyszałem za sobą
wyzwiska i posapywania, co mimo zmęczenia, mocno motywowało mnie, by się nie
zatrzymywać. Po jakimś czasie moje mięśnie zaczęły odmawiać mi posłuszeństwa, a
zmęczone płuca nie miały czasu na nabranie wystarczającej ilości powietrza,
więc gorączkowo zacząłem szukać jakiejś broni. Przebiegając koło placu zabaw
zauważyłem gałąź, która nie wyglądała zbyt solidnie, ale pomyślałem: z dwojga
złego lepsze to niż gołe pięści.
Złapałem konar i chowając się za murkiem, starałem unormować swój oddech.
—
Kurwa, gdzie teraz polazł?! — Wzdrygnąłem się, słysząc ryk mięśniaka.
—
Chodźmy w prawą — zaproponował jeden z nich zdyszanym głosem.
Odczekałem
kilka sekund i kiedy tylko wychylił się zza rogu, używając całej siły,
uderzyłem go gałęzią w głowę. Mięśniak wydał z siebie bliżej nieokreślone
stęknięcie i padł na ziemię jak długi. Najmłodszy z trójki złapał mnie za
chabety i wykorzystują swoją przewagę nade mną, cisnął mnie w ścianę, za którą
przed chwilą się ukrywałem. Niefortunnie uderzyłem w nią głową, a siła
uderzenia spowodowała, że przed oczami pojawiły mi się mroczki. Pchnięty
impulsem pochyliłem się w lewo, ledwo unikając w ten sposób uderzenia, co
wywnioskowałem z wycia młodzika. Z całych moich sił starałem się wziąć w garść,
ale kolejnego uderzenia w szczękę nie udało mi się uniknąć. Paradoksalnie
otrzeźwiło mnie ono i ze swojej pozycji szybko oceniłem sytuację.
Trzydziestolatek dalej leżał nieprzytomny przy zakręcie, a z wyglądu chłopaka w
szarej bluzie wywnioskowałem, że musiał sobie złamać jakąś kość w ręce, bo
przyciskał ją do piersi z bólem na twarzy. Jedyny, który był zdolny do walki,
to palacz, który najwyraźniej nie zamierzał mnie po prostu puścić wolno po
obiciu mi twarzy. W ustach poczułem metaliczny posmak krwi, ale wstałem i
ustawiłem się w pozycji do walki. Warcząc, mój przeciwnik rzucił się na mnie z
pięściami. Schyliłem się, unikając ciosu, przy okazji oplatając jego szyję
swoimi rękoma tak, że moja twarz znajdowała się pod jego pachą. Potem,
wykorzystując swój pęd, powaliłem go i uderzyłem w twarz, mając nadzieję, że
oszołomi go na tyle by nie chciało mu się mnie dalej gonić. Od razu po tym
wstałem i nie oglądając się za siebie,
wyrwałem do przodu, gnając już tym razem prosto do domu. Droga powrotna zajęła
mi dwa razy dłużej, niż ucieczka przed oprychami.
Zamknąłem
za sobą drzwi ciężko dysząc i osunąłem się po nich na ziemię. Adrenalina dalej
pulsowała w moich żyłach, co nie pomagało mi się uspokoić. Musiałem tak
przesiedzieć dobrych kilka minut, aż w końcu ochłonąłem i wtedy zauważyłem buty
mojej rodzicielki. Wziąłem głębszy oddech i wspierając się o ścianę, ciężko
wstałem na nogi. Ściągnąłem z siebie buty i zmęczonym krokiem ruszyłem do
kuchni po coś do picia. W pomieszczeniu znajdowała się Chiharu i gdy tylko
otworzyłem lodówkę podniosła wzrok znad komputera, zaszczycając mnie znudzonym
spojrzeniem, a potem powiedziała:
—
Umyj się, zanim pójdziesz spać. Apteczka jest na górze za lustrem.
—
Dobrze. Dziękuję – odparłem, wyjmując wodę. — Dobranoc mamo.
Tylko
mi skinęła i znów przeniosła wzrok na ekran laptopa. Wchodząc po schodach,
czułem swój każdy mięsień, ale zignorowałem to, mając przed sobą wizję ciepłej
kąpieli. Najpierw umyłem się napełniając wannę w tym samym czasie, a potem
wymoczyłem się w ciepłej wodzie. Na samym końcu opatrzyłem sobie twarz.
Wróciłem do pokoju i położyłem się na łóżku wdychając zapach świeżej pościeli.
Przez długi czas przewracałem się z boku na bok nie mogąc zasnąć od natłoku
myśli z minionego dnia.
Nie
jestem pewny, o której udało mi się zasnąć, ale ostatnią godziną, którą
zapamiętałem, była 3:49.
[1] Nie
umiem tego dobrze opisać, ale dokładnie chodzi mi o błękit królewski
[2] Izanami
- mityczne imię żony Izanagiego, znaczące "kobieta, która zaprasza".
[3] Hisoka -
imię dla obu płci znaczące
"zastrzeżony".
[4] Yoichi:
imię znaczące "uwodzicielski pierwszy (syn)", 2) "dumny pierwszy
(syn)", 3) "zagraniczny pierwszy (syn)", 4) "biorący udział
pierwszy (syn)". Mnie interesuje tylko pierwsza opcja ;P
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz