Rozdział 4


Przekraczając główną bramę szkoły, mój niepokój związany z opatrunkiem znacznie zmalał, gdy zauważyłem bus wycieczkowy z logo naszego liceum. Nie umiałem sobie jednak przypomnieć, czy mieliśmy gdzieś dzisiaj jechać. Wszędzie wokół panowało poruszenie i ze zdziwieniem musiałem stwierdzić, że większość nauczycieli wydawała się tak samo podekscytowana jak uczniowie. O co chodzi? Jakieś święto?
            Wchodząc po schodach spostrzegłem grupę dziewczyn, ale wyglądały inaczej niż zwykle. Ich włosy były starannie ułożone, a raz po raz jedna pytała drugą czy jej fryzura dalej była w nienagannym stanie. Dziwne…
            Przed wejściem do sali wziąłem kilka głębokich oddechów, starając się znaleźć siłę na kolejny dzień w szkole. Kiedy otworzyłem drzwi wszyscy podnieśli na mnie wzrok, jakby kogoś wyczekiwali, ale wyraźnie się zawiedli widząc, że to tylko ja. O kogo może chodzić?
            Usiadłem na swoim miejscu i zaintrygowany całą sytuacją postanowiłem podsłuchać o czym rozmawiają pozostali uczniowie. W końcu do moich uszu dotarła kluczowa informacja pozwalająca wszystkim kawałkom układanki wskoczyć na swoje miejsce. Zawody w Yakyū[1]. Bus, który wcześniej brałem za wycieczkowy, przywiózł drużynę późno wieczorem albo w nocy dlatego nie widziałem go wczoraj. Z miejsca całe moje zainteresowanie wyparowało. Wsparłem brodę na dłoni i wpatrywałem się w widok za oknem.
— Dzień dobry Minoru-kun – Odwróciłem się gdy usłyszałem głos Chouko za plecami.
            — Dzień dobry Maruyama-san – odpowiedziałem znudzony. Akurat ta się musiała nawinąć.
            — Co ci się stało?! – spytała zmartwiona wyciągając rękę w kierunku mojego policzka.
            Złapałem jej dłoń zanim zdążyła to zrobić, a potem puściłem ją wolno i ruszyłem do wyjścia rzucając tylko ciche „chodź za mną” na odchodnym. Do lekcji zostało dobre pięć minut, a to dawało mi aż nadto czasu by dać jej kosza. Odeszliśmy kawałek od sali, zatrzymałem się dopiero przy schodach.
— W-więc o czym chciałeś porozmawiać? – spytała cała czerwona, bawiąc się palcami.
— O twoim liście, a konkretniej o jego treści – odparłem trochę zbyt chłodno niż chciałem na co się wzdrygnęła. Odchrząknąłem i kontynuowałem, trochę łagodniejszym tonem.
— Wiesz nie chcę być niemiły, ale to co do mnie czujesz nie miłość. – Mówiąc to podrapałem się po tyle głowy. — Jeśli miałbym to jakoś nazwać - zauroczenie to najlepsze słowo.
Zobaczyłem w jej oczach zbierające się łzy, ale nie chciałem tego tak zostawiać. Chciałem by zrozumiała o co mi chodzi.
— Miłość nie pojawia się od tak od samego mówienia sobie „dzień dobry”, a to jedyna wymiana zdań jaką mamy. Poza tym nie jestem zainteresowany żadnym związkiem. Zwłaszcza nie z dziewczyną, ale to już swoją drogą.
— Nie kocham cię, ale jestem pewien, że znajdziesz sobie chłopaka, który cię polubi. Jesteś miłą dziewczyną i na pewno znajdziesz kogoś kto odwzajemni twoje uczucia.
Dziewczyna spojrzała na mnie mokrymi od łez oczami i powiedziała:
— Rozumiem, wybacz, ale czy mógłbyś powiedzieć, że źle się poczułam i poszłam do pielęgniarki?
— Jasne, nie ma sprawy – odparłem i ruszyłem do sali.
Kiedy już tam dotarłem, zastałem niecodzienny widok. Wokół ławki obok mojej utworzyło się duże zbiorowisko, ale tym razem rozwiązanie przyszło równie szybko, co pytanie. Czyżby kapitanem klubu był właściciel obleganej ławki?
Ignorując skupisko usiadłem do swojej ławki (choć nie było to takie łatwe).
— Co to za zgromadzenie? Dajcie mu oddychać – zza tłumu usłyszałem głos nauczyciela, który starał się przywołać do porządku roztargnionych uczniów.
Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki moi rówieśnicy zaczęli siadać do swoich ławek, a przewodnicząca klasy rozpoczęła lekcję. Wszystko toczyło się stałym rytmem, jak gdyby to wszystko nie miało wcześniej miejsca.
Przepisując z tablicy podstawowe zasady Haiku[2] wraz z przykładem usłyszałem cichy dźwięk, a kiedy podążyłem za nim wzrokiem, zorientowałem się, że to ołówek automatyczny. Przerwałem na chwilę pisanie i sięgnąłem po przedmiot, który wylądował koło nogi mojego krzesła. Tuż obok mnie pojawiła się ręka właściciela znaleziska. Podniosłem wzrok i również wyciągnąłem dłoń, by oddać mu jego własność. Wcześniej przez tłum nie mogłem go nawet zobaczyć, ale teraz jego twarz pokazała mi się w całej krasie i musiałem przyznać, że był bardzo przystojnym młodzieńcem. Nic dziwnego, że dziewczyny się stroiły. Jego szczęka była delikatnie zarysowana, ale w przeciwieństwie do mojej, dalej wyglądała  męsko. Jego włosy miały kolor kruczych piór, a od oczu czarnych jak smoła trudno było oderwać wzrok. Jego spojrzenie przywołało mi na myśl spokojne morze, mimo tak odmiennego koloru. Wtedy chłopak mrugnął i poczułem się, jakbym został uwolniony z kajdan. Z cichym „proszę” oddałem mu to, po co sięgał. Podziękował mi i oboje wróciliśmy do pisania. Co to było?! Uspokój się Minoru! Powtarzałem sobie jak mantrę, jednak ciężko przychodziło mi skupienie się, bo wygląd mojego sąsiada skutecznie odwracał moją uwagę od lekcji. W końcu zadzwonił zbawienny dzwonek niosący za sobą przerwę, na której udało mi się ochłonąć.
Reszta dnia przeminęła spokojnie, aż do długiej przerwy, gdzie przy schodach na dach złapał mnie Ryuu wraz z Kimurą.
— O co chodzi? – spytałem zmęczony.
— Co ci się stało w twarz? – zapytał Kimura, ale w odpowiedzi tylko pokręciłem głową.
— Dobra, chodzi o to, że wpadłem na przezajebisty pomysł! – niemal wykrzyknął niebieskowłosy wyraźnie nie mogąc pohamować swojego entuzjazmu.
— A jest nim?
— Będziemy grali w klubach koncerty! – Tym razem chłopak nie tylko krzyknął, ale zaczął grać na niewidzialnej gitarze. Boże skończ już człowieku.
— Co ty na to Minoru? – zapytał Kimura z zażenowaniem ignorując swojego przyjaciela.
— Jak dla mnie spoko – odparłem bez większego zastanowienia.
W Yokohamie zdarzyło mi się grać w paru klubach i bardzo dobrze to wspominałem.
— O ile Shibata się zgodzi. – dodałem szybko.
— Oh yeah! Teraz możemy go namawiać. Baliśmy się, że będziesz przeciwny – wyznał farbowany chłopak, a potem wstał i pociągnął za sobą Sho, który krzyknął szybkie „dzięki”, by szybko zniknąć za zakrętem.
Uśmiechnąłem się tylko i udałem się na dach powdychać świeże powietrze. Reszta dnia minęła mi bardzo spokojnie.
Kiedy wróciłem do domu, po szkole matka powiedziała mi, żebym pilnował mieszkania, bo ona idzie wykonać zlecenie. Nauczyłem się już wcześniej, że najlepszym sposobem było otworzenie wszelkich drzwi, by wszystko słyszeć. Z tym wyjątkiem, że w apartamencie salon jest w środku i jest z niego dobry widok na wejście. W tym domu to z kuchni był na nie najlepszy widok, więc tam też usiadłem.
Chiharu wróciła około północy do domu i zmęczony zasnąłem od razu po tym jak moja głowa dotknęła poduszki.


[1] To po prostu Baseball. Co ciekawe Japończykom tak spodobał się ten sport, że dorobił się własnej nazwy w przeciwieństwie do koszykówki(basuketto-boru), czy siatkówki(baaree-boru).
[2] Bardzo krótki wierszowany utwór opisujący naturę, bądź zjawiska zachodzące w niej. Jednym z najpopularniejszych haiku jest utwór, który w wolnym tłumaczeniu można rozumieć w ten sposób „słuchać krople wody, żaba skacze do wody”. Całą trudność w tworzeniu tego typu tekstów są sztywne zasady dotyczące zapisu, liczby sylab w całym utworze i rozmieszczenia ich w czterech linijkach tekstu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz