Tydzień minął mi dość
spokojnie i szybko, nawet się nie zorientowałem, a nastał piątkowy poranek.
Dobrze spałem zeszłej nocy, co poskutkowało lepszym niż zazwyczaj samopoczuciem.
Pierwszy raz od dawna spędzenie czasu w szkole nie wydawało mi się tak
koszmarne. Większość osób już ochłonęła po przyjeździe drużyny (która jak się
okazało, zdobyła złoto na zawodach) i wszystko wróciło do normy. Najbardziej
jednak nie mogłem doczekać się wieczora, miałem bowiem zamiar spędzić go z
tajemniczym Yoichim. Cieszyłem się na to spotkanie, bo zwiastowało częstsze
pojawienie się dni takich jak ten. Przyjemnych tylko dlatego, że wzeszło
słońce. Ludzie nawet nie zdają sobie sprawy jak nieprzespana noc może zrujnować
dzień. Co powinienem założyć?
Z zamyśleń wyrwał mnie dzwonek na
przerwę. Spakowałem szybko wszystkie swoje rzeczy i ruszyłem na dach. Kiedy
otworzyłem drzwi, oślepiło mnie słońce, ale wyjątkowo mi to nie przeszkadzało.
Usiadłem za małym składzikiem, który stał się moim zwyczajowym miejscem do
odpoczynku. Pomieszczenie było tak ułożone, że prawie zawsze ochraniało od
chłodnego wiatru, a teraz dodatkowo padały na mnie ciepłe promienie słońca.
Zaciągnąłem się świeżym powietrzem, a potem dymem papierosowym. Trzymając fajkę
w zębach wyciągnąłem telefon i słuchawki, i włączyłem piosenki.
Po chwili od niechcenia odwróciłem
głowę i omal nie dostałem zawału. Kapitan drużyny yakyū zajrzał właśnie za
ścianę, przy której siedziałem. Otworzył szerzej oczy ze zdziwienia, a ja
szybko wyłączyłem muzykę i odezwałem się do chłopaka.
— Proszę, nie zgłaszaj tego
nauczycielom – powiedziałem w miarę spokojnie, ale w moim głosie można było
usłyszeć nutę niepokoju.
— Nie ma problemu, w końcu nie moja
sprawa – odparł siadając po drugiej stronie ściany i zapatrzył się w słońce.
— Cóż… Nie tego się spodziewałem –
wyznałem po kilku sekundach milczenia.
— A co? Myślałeś, że zrobię ci
kazanie i polecę do nauczyciela naskarżyć? Na kogo ja wyglądam, na
przewodniczącą? – zachichotał zasłaniając usta dłonią, na co mu zawtórowałem.
— Tak, ba, byłem pewien, że
zaciągniesz mnie za fraki do wychowawcy – zażartowałem, zaciągając się.
— Naprawdę sprawiam wrażenie takiej
świętoszki?
— Może trochę. Bardzo. – dodałem
szybko by trochę się z nim podroczyć.
— To samo się tyczy ciebie. Nigdy
bym nie pomyślał, że palisz. – Tego, że
jestem gejem, który bzyka się ze starszymi od siebie też się nie spodziewasz.
— Mam wiele tajemnic – powiedziałem
pokazując mu język. — Tak w ogóle nazywam się Koori Minoru.
— Ueno Tetsuya miło poznać. Skąd się
do nas przeniosłeś? – zapytał zaciekawiony.
— Z Okinawy, a ty? Urodziłeś się
tutaj czy skądś się przeprowadziłeś?
— Urodziłem się tutaj, kto normalny
chciałby się tutaj przeprowadzać z własnej woli? – powiedział żartobliwie i
dopiero po chwili zorientował się, że popełnił gafę. — Sorki, to nie o to
chodzi – zaczął, ale mu przerwałem.
— No co ty nie gniewam się czy coś.
Nawet nie wiedziałem, że to miejsce istnieje, ale musieliśmy się przeprowadzić,
a moja mama miała już dość dużego miasta. – chłopakowi wyraźnie ulżyło widząc,
że się nie obraziłem.
— Dlaczego musiałeś się
przeprowadzić? I dlaczego tak daleko od Okinawy? Nie było bliżej małych
miasteczek?
— Nie wiem, moja matka decyduje
gdzie się przeprowadzamy, mnie to w sumie bez różnicy. – odparłem już trochę
zmęczony jego pytaniami.
— Twoja mama nie mówi ci dlaczego ani gdzie się
przeprowadzacie? Co jest z nią nie tak? – zapytał kpiarskim tonem.
— Możemy już zejść z tematu? Jezu
zawsze jesteś taki wścibski? – warknąłem wypuszczając dym z ust.
— Ee sorki, nie chciałem. To może…
uprawiasz może jakiś sport? – wybąkał zmieszany moim wybuchem.
— Nie, nie lubię sportu. –
Zmarszczyłem brwi, chłopak nieświadomie nacisnął mi na odcisk.
— A próbowałeś chociaż kiedyś?
— Nie i nie chcę próbować – Wstałem
z miejsca wrzucając niedopałek do popielniczki.
— A może ci się spodoba jak
spróbujesz? Zawsze możesz przyjść do nas na trening. Mamy go codziennie o
siedemnastej na boisku za szkołą! – krzyknął za mną kiedy byłem już na
schodach.
Co za bezczelny typ, nie dość, że wścibski,
to jeszcze gada co mu ślina na język przyniesie. Wracając do sali wpadłem na Kimurę,
który przekazał mi, że znaleźli bar gdzie pozwalają nieletnim grać.
—
Wchodzimy w sobotę o dwudziestej pierwszej, nie spóźnij się, a i Ryuu pyta czy
będziesz jutro śpiewać.
—
No co ty, nie mieliśmy prób ze śpiewem, nie będę jechał na żywioł na scenie.
—
Spoko, rozumiem, to do jutra.
—
Tak, na razie.
Kiedy
lekcja się zaczęła, a my zajęliśmy swoje miejsca, wyczułem delikatne napięcie
między mną a moim sąsiadem, ale je zignorowałem. Reszta dnia na szczęście
minęła już bez podobnych ekscesów, co mnie ucieszyło. Nie chciałem by nic
popsuło mi dzisiaj dzień.
Wróciłem
do domu i szybko odrobiłem lekcje, by mieć jak najwięcej czasu na przygotowania
do spotkania. Stałem przed szafą przez dobre pół godziny, bijąc się co założyć.
W końcu postawiłem na niezawodne czarne, podarte jeansy, różową bluzkę z długim
rękawem, a na to czarny t-shirt z napisem „kawaii” i nadrukiem słodkiego
kartonu z mlekiem. Jako okrycie wierzchnie miała mi posłużyć czarna bomberka. A założę jakąś biżuterię, dawno się tak nie
wystroiłem. Sięgnąłem do mojej szkatułki na ozdoby i wyciągnąłem z niej kolczyk
w kształcie łapacza snów, a do tego pierścionek z perłą z która stykały się dwa
półksiężyce jakby „plecami” do kamienia. Jeszcze tylko przejrzałem się w
lustrze i kontent swojego wyglądu ruszyłem do wyjścia, uprzednio jeszcze perfumując
się delikatnie.
Droga
od mojego domu do baru zajmowała dobre pół godziny, ale nie przeszkadzało mi
to. Dzień był bardzo ciepły jak na listopad, zwłaszcza po zachodzie słońca.
Przed wejściem do baru jeszcze rozczochrałem sobie włosy by lepiej się ułożyły
i pchnąłem drzwi. Tym razem nie powiesiłem kurtki na wieszaku, tylko od razu
wszedłem do lokalu, gdzie znalazłem ciemnowłosego siedzącego przy ladzie. Lepiej dla mnie.
—
Przepraszam, czy to miejsce jest wolne? – zapytałem mężczyzny wskazując palcem
na siedzenie obok niego.
—
Proszę. – odpowiedział z miłym uśmiechem.
Usiadłem
i poprosiłem o to co ostatnio.
— Nie
jesteś trochę za młody na szlajanie się po barach? – zagadnął biorąc łyk
swojego napoju. Zgadując po wyglądnie drinka, była to po prostu whiskey z
lodem.
—
Deja vu – zachichotałem bawiąc się pierścionkiem.
—
Ładny i w dodatku zna francuski. Chyba mam dzisiaj szczęście – zaśmiał się
gardłowo. Mężczyzna mówił barytonem i bardzo przyjemnie mi się go słuchało.
—
Wybacz moje maniery. Nawet się nie przedstawiłem, Hasegawa Yoichi, ale mów mi
Yoichi.
— Koori Minoru, miło mi.
— Więc, Koori – zaczął, ale mu przerwałem.
— Wystarczy Minoru.
— Tak więc Minoru, jestem pewien, że
nie dosiadłeś się tutaj przypadkiem. Tylko nie wiem, czy chcesz mnie zaprosić
na randkę, czy na górę.
— Oba – uśmiechnąłem się zawadiacko.
Odpowiedział mi tym samym.
— Ile masz lat? – zapytał dopijając
whiskey.
— Osiemnaście, za niecałe sześć
miesięcy dziewiętnaście.
— Nie wyglądasz na osiemnaście –
przyznał.
— Niestety – westchnąłem. — Mój
ojciec też nie wyglądał na swój wiek.
— Czyli to rodzinne?
— Można tak powiedzieć.
Niespodziewanie założył mi za ucho
jeden z kosmyków, a potem pozwolił by mój kolczyk swobodnie spoczął na jego
dłoni.
— Ładny, pasuje ci.
— Dziękuję – odpowiedziałem i nagle
mnie olśniło. — Pracujesz jako host?
— Aż tak to widać? – zdziwił się.
— Jesteś przystojny, delikatny i
równie subtelnie komplementujesz. To po prostu pierwsze, co pomyślałem –
odparłem dotykając mały łapacz snów.
— Uznam to za czułostkę – parsknął
śmiechem, a gdy już się uspokoił, pocałował mnie w skroń. — Idziemy?
Pokiwałem głowa. Mężczyzna położył
na blacie należność za swój napój jak i mój, a potem weszliśmy po schodach
trzymając się za ręce. Zaczęliśmy się całować jeszcze na korytarzu przed
pokojem, który akurat był wolny. Po chaotycznym wejściu do pomieszczenia
zrzuciłem workery, które miałem na nogach. Nie było to trudne, bo i tak zawsze
noszę je rozwiązane. Pchnął mnie na łóżko, a ja pierwszy raz od bardzo dawna
pozwoliłem, by mój kochanek całkowicie mnie zdominował.
Po seksie tylko wzięliśmy szybki
prysznic i położyliśmy się spać. Rano byłem trochę obolały, ale nie zamierzałem
narzekać. Wstając zarzuciłem na siebie koszulę i naciągnąłem spodnie. Choć
poranek był chłodny, otworzyłem okno, by w spokoju zapalić. Mimo upojnej nocy
mogłem stwierdzić, że jestem wyspany. Od małego miałem problemy ze snem,
potrzebowałem ciepła drugiej osoby, które pozwoliło by mi się w pełni
zrelaksować i przetrwać noc bez koszmarów. Miałem szczerą nadzieję, że
mężczyzna zgodzi się na więcej niż jedno spotkanie. Wrzuciłem niedopałek do
kosza stojącego przy drzwiach i zacząłem się ubierać.
Właśnie zakładałem buty, kiedy
poczułem oplatająca mnie w tali rękę.
—
Dzień dobry, Yoichi – powiedziałem i pocałowałem go w skroń.
—
Dzień dobry, Minoru – odpowiedział mi i oddał pocałunek, a potem przeciągnął
się i usiadł na łóżku obok mnie.
—
Już idziesz?
—
Tak, muszę się zameldować, ale mogę wrócić tutaj w sobotę. Co ty na to? –
spytałem go prostując się.
—
Bardzo chętnie, choć tydzień to bardzo długo.
—
Muszę uczęszczać na wf, no i chodzę do szkoły. – odparłem puszczając mu oko.
— W
takim razie do soboty.
—
Mhm. Do zobaczenia – pożegnałem się pozwalając na głęboki pocałunek i wyszedłem
z pokoju.
Mimo
że tego dnia słońce nie wzeszło tak ładnie jak wczoraj, byłem pewien, że jest
to początek kolejnego pięknego dnia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz