Rozdział 5


Tydzień minął mi dość spokojnie i szybko, nawet się nie zorientowałem, a nastał piątkowy poranek. Dobrze spałem zeszłej nocy, co poskutkowało lepszym niż zazwyczaj samopoczuciem. Pierwszy raz od dawna spędzenie czasu w szkole nie wydawało mi się tak koszmarne. Większość osób już ochłonęła po przyjeździe drużyny (która jak się okazało, zdobyła złoto na zawodach) i wszystko wróciło do normy. Najbardziej jednak nie mogłem doczekać się wieczora, miałem bowiem zamiar spędzić go z tajemniczym Yoichim. Cieszyłem się na to spotkanie, bo zwiastowało częstsze pojawienie się dni takich jak ten. Przyjemnych tylko dlatego, że wzeszło słońce. Ludzie nawet nie zdają sobie sprawy jak nieprzespana noc może zrujnować dzień. Co powinienem założyć?
            Z zamyśleń wyrwał mnie dzwonek na przerwę. Spakowałem szybko wszystkie swoje rzeczy i ruszyłem na dach. Kiedy otworzyłem drzwi, oślepiło mnie słońce, ale wyjątkowo mi to nie przeszkadzało. Usiadłem za małym składzikiem, który stał się moim zwyczajowym miejscem do odpoczynku. Pomieszczenie było tak ułożone, że prawie zawsze ochraniało od chłodnego wiatru, a teraz dodatkowo padały na mnie ciepłe promienie słońca. Zaciągnąłem się świeżym powietrzem, a potem dymem papierosowym. Trzymając fajkę w zębach wyciągnąłem telefon i słuchawki, i włączyłem piosenki.
            Po chwili od niechcenia odwróciłem głowę i omal nie dostałem zawału. Kapitan drużyny yakyū zajrzał właśnie za ścianę, przy której siedziałem. Otworzył szerzej oczy ze zdziwienia, a ja szybko wyłączyłem muzykę i odezwałem się do chłopaka.
            — Proszę, nie zgłaszaj tego nauczycielom – powiedziałem w miarę spokojnie, ale w moim głosie można było usłyszeć nutę niepokoju.
            — Nie ma problemu, w końcu nie moja sprawa – odparł siadając po drugiej stronie ściany i zapatrzył się w słońce.
            — Cóż… Nie tego się spodziewałem – wyznałem po kilku sekundach milczenia.
            — A co? Myślałeś, że zrobię ci kazanie i polecę do nauczyciela naskarżyć? Na kogo ja wyglądam, na przewodniczącą? – zachichotał zasłaniając usta dłonią, na co mu zawtórowałem.
            — Tak, ba, byłem pewien, że zaciągniesz mnie za fraki do wychowawcy – zażartowałem, zaciągając się.
            — Naprawdę sprawiam wrażenie takiej świętoszki?
            — Może trochę. Bardzo. – dodałem szybko by trochę się z nim podroczyć.
            — To samo się tyczy ciebie. Nigdy bym nie pomyślał, że palisz. – Tego, że jestem gejem, który bzyka się ze starszymi od siebie też się nie spodziewasz.
            — Mam wiele tajemnic – powiedziałem pokazując mu język. — Tak w ogóle nazywam się Koori Minoru.
            — Ueno Tetsuya miło poznać. Skąd się do nas przeniosłeś? – zapytał zaciekawiony.
            — Z Okinawy, a ty? Urodziłeś się tutaj czy skądś się przeprowadziłeś?
            — Urodziłem się tutaj, kto normalny chciałby się tutaj przeprowadzać z własnej woli? – powiedział żartobliwie i dopiero po chwili zorientował się, że popełnił gafę. — Sorki, to nie o to chodzi – zaczął, ale mu przerwałem.
            — No co ty nie gniewam się czy coś. Nawet nie wiedziałem, że to miejsce istnieje, ale musieliśmy się przeprowadzić, a moja mama miała już dość dużego miasta. – chłopakowi wyraźnie ulżyło widząc, że się nie obraziłem.
            — Dlaczego musiałeś się przeprowadzić? I dlaczego tak daleko od Okinawy? Nie było bliżej małych miasteczek?
            — Nie wiem, moja matka decyduje gdzie się przeprowadzamy, mnie to w sumie bez różnicy. – odparłem już trochę zmęczony jego pytaniami.
            — Twoja mama nie  mówi ci dlaczego ani gdzie się przeprowadzacie? Co jest z nią nie tak? – zapytał kpiarskim tonem.
            — Możemy już zejść z tematu? Jezu zawsze jesteś taki wścibski? – warknąłem wypuszczając dym z ust.
            — Ee sorki, nie chciałem. To może… uprawiasz może jakiś sport? – wybąkał zmieszany moim wybuchem.
            — Nie, nie lubię sportu. – Zmarszczyłem brwi, chłopak nieświadomie nacisnął mi na odcisk.
            — A próbowałeś chociaż kiedyś?
            — Nie i nie chcę próbować – Wstałem z miejsca wrzucając niedopałek do popielniczki.
            — A może ci się spodoba jak spróbujesz? Zawsze możesz przyjść do nas na trening. Mamy go codziennie o siedemnastej na boisku za szkołą! – krzyknął za mną kiedy byłem już na schodach.
Co za bezczelny typ, nie dość, że wścibski, to jeszcze gada co mu ślina na język przyniesie. Wracając do sali wpadłem na Kimurę, który przekazał mi, że znaleźli bar gdzie pozwalają nieletnim grać.
— Wchodzimy w sobotę o dwudziestej pierwszej, nie spóźnij się, a i Ryuu pyta czy będziesz jutro śpiewać.
— No co ty, nie mieliśmy prób ze śpiewem, nie będę jechał na żywioł na scenie.
— Spoko, rozumiem, to do jutra.
— Tak, na razie.
Kiedy lekcja się zaczęła, a my zajęliśmy swoje miejsca, wyczułem delikatne napięcie między mną a moim sąsiadem, ale je zignorowałem. Reszta dnia na szczęście minęła już bez podobnych ekscesów, co mnie ucieszyło. Nie chciałem by nic popsuło mi dzisiaj dzień.
Wróciłem do domu i szybko odrobiłem lekcje, by mieć jak najwięcej czasu na przygotowania do spotkania. Stałem przed szafą przez dobre pół godziny, bijąc się co założyć. W końcu postawiłem na niezawodne czarne, podarte jeansy, różową bluzkę z długim rękawem, a na to czarny t-shirt z napisem „kawaii” i nadrukiem słodkiego kartonu z mlekiem. Jako okrycie wierzchnie miała mi posłużyć czarna bomberka. A założę jakąś biżuterię, dawno się tak nie wystroiłem. Sięgnąłem do mojej szkatułki na ozdoby i wyciągnąłem z niej kolczyk w kształcie łapacza snów, a do tego pierścionek z perłą z która stykały się dwa półksiężyce jakby „plecami” do kamienia. Jeszcze tylko przejrzałem się w lustrze i kontent swojego wyglądu ruszyłem do wyjścia, uprzednio jeszcze perfumując się delikatnie.
Droga od mojego domu do baru zajmowała dobre pół godziny, ale nie przeszkadzało mi to. Dzień był bardzo ciepły jak na listopad, zwłaszcza po zachodzie słońca. Przed wejściem do baru jeszcze rozczochrałem sobie włosy by lepiej się ułożyły i pchnąłem drzwi. Tym razem nie powiesiłem kurtki na wieszaku, tylko od razu wszedłem do lokalu, gdzie znalazłem ciemnowłosego siedzącego przy ladzie. Lepiej dla mnie.
— Przepraszam, czy to miejsce jest wolne? – zapytałem mężczyzny wskazując palcem na siedzenie obok niego.
— Proszę. – odpowiedział z miłym uśmiechem.
Usiadłem i poprosiłem o to co ostatnio.
— Nie jesteś trochę za młody na szlajanie się po barach? – zagadnął biorąc łyk swojego napoju. Zgadując po wyglądnie drinka, była to po prostu whiskey z lodem.
— Deja vu – zachichotałem bawiąc się pierścionkiem.
— Ładny i w dodatku zna francuski. Chyba mam dzisiaj szczęście – zaśmiał się gardłowo. Mężczyzna mówił barytonem i bardzo przyjemnie mi się go słuchało.
— Wybacz moje maniery. Nawet się nie przedstawiłem, Hasegawa Yoichi, ale mów mi Yoichi.
            — Koori Minoru, miło mi.
            — Więc, Koori – zaczął, ale mu przerwałem.
            — Wystarczy Minoru.
            — Tak więc Minoru, jestem pewien, że nie dosiadłeś się tutaj przypadkiem. Tylko nie wiem, czy chcesz mnie zaprosić na randkę, czy na górę.
            — Oba – uśmiechnąłem się zawadiacko.
            Odpowiedział mi tym samym.
            — Ile masz lat? – zapytał dopijając whiskey.
            — Osiemnaście, za niecałe sześć miesięcy dziewiętnaście.
            — Nie wyglądasz na osiemnaście – przyznał.
            — Niestety – westchnąłem. — Mój ojciec też nie wyglądał na swój wiek.
            — Czyli to rodzinne?
            — Można tak powiedzieć.
            Niespodziewanie założył mi za ucho jeden z kosmyków, a potem pozwolił by mój kolczyk swobodnie spoczął na jego dłoni.
            — Ładny, pasuje ci.
            — Dziękuję – odpowiedziałem i nagle mnie olśniło. — Pracujesz jako host?
            — Aż tak to widać? – zdziwił się.
            — Jesteś przystojny, delikatny i równie subtelnie komplementujesz. To po prostu pierwsze, co pomyślałem – odparłem dotykając mały łapacz snów.
            — Uznam to za czułostkę – parsknął śmiechem, a gdy już się uspokoił, pocałował mnie w skroń. — Idziemy?
            Pokiwałem głowa. Mężczyzna położył na blacie należność za swój napój jak i mój, a potem weszliśmy po schodach trzymając się za ręce. Zaczęliśmy się całować jeszcze na korytarzu przed pokojem, który akurat był wolny. Po chaotycznym wejściu do pomieszczenia zrzuciłem workery, które miałem na nogach. Nie było to trudne, bo i tak zawsze noszę je rozwiązane. Pchnął mnie na łóżko, a ja pierwszy raz od bardzo dawna pozwoliłem, by mój kochanek całkowicie mnie zdominował.
            Po seksie tylko wzięliśmy szybki prysznic i położyliśmy się spać. Rano byłem trochę obolały, ale nie zamierzałem narzekać. Wstając zarzuciłem na siebie koszulę i naciągnąłem spodnie. Choć poranek był chłodny, otworzyłem okno, by w spokoju zapalić. Mimo upojnej nocy mogłem stwierdzić, że jestem wyspany. Od małego miałem problemy ze snem, potrzebowałem ciepła drugiej osoby, które pozwoliło by mi się w pełni zrelaksować i przetrwać noc bez koszmarów. Miałem szczerą nadzieję, że mężczyzna zgodzi się na więcej niż jedno spotkanie. Wrzuciłem niedopałek do kosza stojącego przy drzwiach i zacząłem się ubierać.
            Właśnie zakładałem buty, kiedy poczułem oplatająca mnie w tali rękę.
— Dzień dobry, Yoichi – powiedziałem i pocałowałem go w skroń.
— Dzień dobry, Minoru – odpowiedział mi i oddał pocałunek, a potem przeciągnął się i usiadł na łóżku obok mnie.
— Już idziesz?
— Tak, muszę się zameldować, ale mogę wrócić tutaj w sobotę. Co ty na to? – spytałem go prostując się.
— Bardzo chętnie, choć tydzień to bardzo długo.
— Muszę uczęszczać na wf, no i chodzę do szkoły. – odparłem puszczając mu oko.
— W takim razie do soboty.
— Mhm. Do zobaczenia – pożegnałem się pozwalając na głęboki pocałunek i wyszedłem z pokoju.
Mimo że tego dnia słońce nie wzeszło tak ładnie jak wczoraj, byłem pewien, że jest to początek kolejnego pięknego dnia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz