Rozdział 6


Po wyjściu z klubu swoje kroki skierowałem do sklepu po składniki na dzisiejsze śniadanie i obiad. Kupiłem składniki na ramen, który zaplanowałem na obiad i trochę serka tofu.
            W domu jak mogłem się tego spodziewać nie zastałem nikogo, ale nie przeszkadzało mi to. Wolałem samotność niż towarzystwo mojej rodzicielki. Odłożyłem zakupy do kuchni, a potem ruszyłem na górę wziąć szybki prysznic i przebrać się w coś codziennego. Po ogarnięciu się zrobiłem sobie szybkie śniadanie i musiałem zabrać się za sprzątanie mieszkania, które było w koszmarnym stanie. Moja matka nie zaprzątała sobie głowy tak trywialnymi sprawami jak dbanie o czystość w domu, swoje rzeczy do pracy natomiast miała zawsze w nienagannym porządku. Od porządków byłem ja, a jako że ostatnio ten budynek traktowałem jak hotel, to był cały zaśmiecony. Wchodząc do salonu nie mogłem nawet zobaczyć tatami[1] pod stertą śmieci. Z głębokim westchnieniem zakasałem rękawy i, uprzednio zakładając maseczkę by uchronić się od kurzu, zabrałem się do pracy. Najpierw zająłem się brudnymi ciuchami, które od razu wrzuciłem do prania, by powiesić je póki świeciło słońce. W drugiej kolejności był zebranie pustych kubków po zupkach, kawie i nawet nie wiem czego do śmietnika. Na końcu zostało tylko odłożyć walające się wszędzie książki na swoje miejsce. Po skończeniu salon, zająłem się kuchnią, która w porównaniu z poprzednim pomieszczeniem prezentowała się dużo schludniej. Po sprzątnięciu kuchni zabrałem się za odkurzanie domu, na koniec zostawiając swój pokój, który swoją drogą wyglądał na niezamieszkany. Jedyne pomieszczenie do jakiego nie wchodziłem, był gabinet Chiharu, bo wyraźnie mi tego zabroniła i choć zżerała mnie ciekawość wolałem żyć w niewiedzy niż skończyć martwy w ogrodzie. Na sam koniec zostawiłem sobie umycie okien, byłem całkowicie wymęczony porządkami, ale chciałem mieć to już za sobą i mieć spokój na co najmniej tydzień.
            Na szczęście udało mi się uwinąć przed końcem prania, które od razu powiesiłem na dworze, żeby nie zdążyło prześmierdnąć. Potem pozwoliłem sobie na chwilę odpoczynku, kładąc się na tatami w miejscu, w którym przez okna wpadało najwięcej słońca. Nawet się nie zorientowałem jak zasnąłem. Ocknąłem się dopiero jak gwiazda znajdowała się za chmurami.
            Deszczowymi.
            Gdy zdałem sobie z tego sprawę, wybiegłem by zebrać prane. Miałem szczęście i nie zdążyło na nowo namoknąć bo dopiero zaczęło kropić. Dla pewności wywiesiłem je na chwilę jeszcze w domu. Spojrzałem na zegar i bardzo się zdziwiłem, gdy okazało się, że jest już szesnasta i powinienem zacząć szykować obiad. Ale zanim się z niego zabrałem musiałem zażyć witaminy, bo od spania na podłodze mogłem nabawić się przeziębienia, a choć nie lubię chodzić do szkoły, tak nadrabiać zaległości nie lubiłem jeszcze bardziej.
            Po przygotowaniu posiłku i zjedzeniu małej porcji poszedłem do swojego pokoju przygotować się do występu. Postawiłem na prostotę – czarne, podarte jeansy, koszulka z krótkim rękawem z napisem „I neel before no one” i bluzę swoim krojem przypominającą pelerynę, i do tego moje ulubione workery. Jako dodatki założyłem tylko kolczyk w kształcie młota Thora i pieszczochę z różą i dwoma listkami po jej bokach. Spojrzałem w swoje odbicie w lustrze i uśmiechnąłem się do siebie.
            — Rozwalisz ich na tej scenie Minoru – powiedziałem do siebie i wstałem od toaletki, a potem spojrzałem w swoje odbicie jeszcze raz i zdecydowałem się założyć nieśmiertelnik z moimi danymi zapisanymi po angielsku.
            — Teraz idealnie.
            Po przyszykowaniu się nastroiłem gitarę i z nudów zacząłem na niej cicho przygrywać.
            Około godziny dziewiętnastej w domu pojawiła się moja matka i oznajmiła, że chciałaby zjeść ze mną kolację, co bardzo mnie zaniepokoiło. Oznaczało to, że chce bym coś dla niej zrobił. Nie zdradziłem się jednak słowem i nałożyłem jej obiadokolację, samemu siadając do stołu z dwoma onigiri[2].
Przez dobre dziesięć minut jedliśmy w ciszy i gdy chciałem już ją przeprosić, i zbierać się do klubu, przemówiła:
— Chciałabym, byś coś za mnie zaniósł.
            Cholera! Teraz?! Nie mogła wcześniej?! Tylko się modlić, by to nie było daleko.
Skinąłem tylko głową na co ze swojej torby wyciągnęła prostokątną teczkę na dokumenty i położyła ją na stole przede mną.
            — Musisz to dostarczyć do Tamury. Mieszka na osiedlu niedaleko akademika uczelni Marakawy – powiedziała.
            — Prze-przecież to na drugim końcu miasta! – uniosłem się, a szczęka niemal upadła mi na podłogę.
            — Co w związku z tym? – spytała jak gdyby nigdy nic.
            — Mówiłem ci wczoraj, że idę z kolegami z klubu grać do baru! Nie wyrobię się, jeśli będę musiał to dostarczyć – zacząłem się unosić, mimo szczerych chęci pozostania spokojnym.
            — To się spóźnisz – odparła, odblokowując telefon i zaczynając pisać do kogoś smsa.
            — Gdyby tylko o to chodziło, to nie miałbym problemu! Ale czas jest ograniczony i jeśli dziesięć minut po wyznaczonej godzinie zespół się nie pojawi, jego miejsce może zająć każdy! Droga stąd do akademika zajęłaby mi pół godziny zakładając, że biegłbym całą drogę! – Opanuj się Minoru, ta rozmowa nie doprowadzi do niczego dobrego - usłyszałem cichy głosik, który próbował uchronić mnie przed powiedzeniem czegoś czego będę gorzko żałował.
— W takim razie dzisiaj nie zagrasz. Masz czas, żeby napisać do tych chłopaków i powiedzieć im, że musisz coś załatwić. – Nawet na mnie nie spojrzała cały czas pisząc wiadomość. — Tamura będzie na ciebie czekał przed klatką numer siedem.
— Nie zgadzam się! – warknąłem dając całkowicie ponieść się emocjom.
— Co proszę? – spytała niedowierzając i w końcu podnosząc na mnie swój wzrok.
— Nie jestem twoim psem! Sama możesz to zanieść! A najlepiej by było, gdybyś w ogóle z tym skończyła! I nie wyciągaj znów argumentu związanego z pieniędzmi! Firma taty ma takie dochody, że spokojnie by nam na wszystko wystarczyło! Przyznaj się, że po prostu zabijanie ludzi sprawia ci przyjemność! – wydarłem się.
— Posuwasz się za daleko! – Tym razem to ona się uniosła,  wstając na równe nogi.
— Ja posuwam się za daleko?! To ty zawsze przekraczasz wszelkie granice i musimy się cały czas przeprowadzać! Nienawidzę tego! Chciałbym mieć dom taki jak każdy! Chciałbym mieć tatę! Zginął przez ciebie! Gdybyś umiała z tym skończyć, to nikt by go nie zamordował z zimną krwią! Zresztą, czy to nie ty miałaś być celem?! Ale w dupie miałaś to, że ojciec może się nawinąć i umrzeć! To wszystko twoja wina! To ty zabiłaś tatę! – Dopiero z końcem ostatniego słowa zdałem sobie sprawę, że powiedziałem za dużo.
Chiharu z gniewem w oczach zamachnęła się i uderzyła mnie pięścią w twarz. Mimo że nie wyglądała, miała wystarczająco siły, by powalić mnie na ziemię. Nim zdążyłem w jakikolwiek sposób zareagować, wściekła kobieta kopnęła mnie z całej siły w brzuch. Zakasłałem i złapałem się za obolałe miejsce, kuląc się, chcąc w ten sposób uniknąć kolejnego ciosu, który na szczęście nie nadszedł. Kobieta z czynów przeszła do słów, rzucając we mnie obelgami. Jak pod wodą słyszałem wyzwiska, które we mnie rzucała i cieszyłem się, wolałem nie widzieć. Spojrzałem na nią z dołu, ale nie umiałem zobaczyć twarzy kobiety, ani tym bardziej matki. Nigdy nią nie była, a ja nie byłem jej synem. Dla niej byłem nikim, zabicie mnie nie sprawiłoby jej większego problemu. Zresztą zastanawiałem się dlaczego tego jeszcze nie zrobiła. Po prawdzie wolałem by po prostu mnie zabiła, to lepsze i niż takie życie. Kiedyś myślałem, żeby ją po prostu zgłosić na policję, ale czy zabicie policjanta nie było by równie łatwe jak zabicie każdego innego dla niej? Czy ludzkie życie miało dla niej jakiekolwiek znaczenie po tym wszystkim? Dlatego znosiłem wszystko co robiła gdy wpadała w złość, zresztą dzisiaj sam sobie byłem winien. Niech to się po prostu skończy. Niech ktoś ją w końcu zabije, niech zgnije, wykrwawi się gdzieś jak pies, za którego mnie uważa. Niech zdechnie w męczarniach. – pomyślałem patrząc na twarz potwora z którym, niestety, byłem połączony.
W końcu przestała krzyczeć, na koniec dodając tylko, że i tak muszę dostarczyć tą teczkę. Zastraszony tylko pokiwałem głową i wstając, chwiejnie poszedłem do swojego pokoju, by się ogarnąć. Gdy przekroczyłem próg, swoje kroki od razy skierowałem do łazienki, gdzie wymusiłem wymioty. Z ulgą stwierdziłem, że moje wymioty wyglądają normalnie[3]. Krwotok wewnętrzny to ostatnie czego mi było trzeba, zwłaszcza, że nie pozwalała mi po takich akcjach chodzić po szpitala, bo ktoś mógłby zacząć węszyć wokół nas.
Po ogarnięciu się zadzwoniłem do Kimury (wcześniej upewniając się, że nie załamie mi się głos) z informacją i przeprosinami za to, że nie mogę pojawić się dzisiaj z nimi w klubie. Chłopak był wyraźnie zawiedziony, ale powiedział, że rozumie i, że to nie ostatnia okazja, i nie ma o to pretensji.
Zszedłem na dół i, nawet na nią nie patrząc, zabrałem kopertę. W przedpokoju zgarnąłem płaszcz i wyszedłem w noc. Droga nie zajęła mi oczywiście pół godziny tylko prawie dwie. Koperta dotarła w jednym kawałku, jednak nie można było tego powiedzieć o mnie. W drodze powrotnej wdałem się w bójkę z dwoma idiotami, a przez mój stan nie miałem nawet za bardzo siły by się bronić.
W drodze powrotnej zaszedłem do całodobowego, gdzie zaopatrzyłem się w bandaże i prowizorycznie się opatrzyłem, potem nie mając siły na nic więcej usiadłem na murku przy parkingu. Ledwo usiadłem, a z nieba zaczął lać deszcz, ale nie uznałem tego za coś złego. Urwanie chmury. Zadarłem głowę do góry ciesząc się z deszczu, tak samo jak ciemny parking pomógł mi ukryć zaczerwienione oczy, tak ulewa ukryła łzy. Nie chciałem wracać do domu. Nie do kobiety, której nienawidziłem całym sercem. Siedząc przemoczony na murku, całkowicie nieosłonięty od wiatru i płacząc, czułem się szczęśliwszy i bezpieczniejszy, niż w ciepłym i suchym mieszkaniu. Gdy zdałem sobie z tego sprawę, rozszlochałem się na dobre.
I tak skulony, mokry, i zapłakany postanowiłem przeczekać noc, mając nadzieję, że jutro znów wstanie to piękne słońce, które pociągnie mnie w górę wraz z sobą.


[1] Maty zrobione z bambusa, wykładane na całą podłogę w tradycyjnych japońskich domach.
[2] Trójkąty z ryżu. W środku mogą znajdować się jakieś dodatki dla smaku np. śliwka umeboshi (jest bardzo słona) lub suszony tuńczyk itp. Wszystko zależy od widzi mi się kucharza.
[3] Gdy ktoś ma krwotok wewnętrzny to w wymiotach takiej osoby znajdują się grudki przypominające ziarnka kawy, przynajmniej z tego co mi wiadomo.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz