Rozdział 2


Minął dokładnie tydzień od mojego pojawienia się w szkole. Minął jeden okropnie długi i męczący tydzień. Ciągłe pytania  o to dlaczego się przeprowadziłem. Wkurzające próby dowiedzenia się jak najwięcej o moim prywatnym życiu. Głupie zachowania moich rówieśników próbujących się popisać przed przyjezdnym albo starających pokazać mi, że nie jestem stąd i muszę znać swoje miejsce. Najbardziej wkurwiające były zaloty co bardziej odważnych dziewczyn. Już drugiego dnia moja szafka była zapełniona listami miłosnymi, a jedna dziewczyna postanowiła mnie zatrzymać na korytarzu i zaproponować mi zostanie jej chłopakiem. Później rozochocone tym, że jak to ujął jeden z moim rówieśników, „nie jestem łatwy” urządziły sobie wewnątrz-szkolny konkurs na to którą pierwszą zabiorę na randkę. Czy ja trafiłem na jakiś oddział zamknięty czy co? Czuję się jak okaz w zoo. – pomyślałem wyciągając jeszcze jeden list ze schowka na buty, który znalazłem przy zmienianiu obuwia. Rozerwałem kopertę, ale nawet nie zajrzałem do środka i z odrazą wyrzuciłem kopertę z całą, wylewnie spsikaną perfumami o jakimś śmierdzącym odorze zawartością. Dzisiejszy apel poranny został odwołany, więc w szkole jeszcze nie było większości uczniów. Udałem się do pokoju nauczycielskiego gdzie poprosiłem o przechowanie gitary, którą zabrałem ze sobą ze względu na kółko. Starałem się przychodzić do szkoły zawsze o innej godzinie by umknąć chłopakom z mojej klasy, którzy na prawo i lewo rozpowiadali jakimi to jesteśmy najlepszymi ziomami, a dla potwierdzenia swoich słów postanowili włóczyć się ze mną po korytarzach szkoły.
            Dziś idąc do klasy udało mi się ich uniknąć i w spokoju dotrzeć na pierwszą lekcję, niestety wychowawczą. Otworzyłem drzwi i z ulgą odkryłem, że jest prawie pusta. Na swoim miejscu siedziała przewodnicząca klasy i porządkowała swoje notatki (prawdopodobnie na dzisiejsze zajęcia) oraz dodatkowe cztery osoby siedzące w grupie cicho o czymś dyskutujące. Kiwnąłem im tylko głową i usiadłem w swojej ławce. Z nudów zacząłem przeglądać swoje notatki z japońskiego z ostatniej lekcji. Ta miła cisza nie trwała jednak zbyt długo, bo już bo chwili do klasy zaczęli wchodzić pozostali uczniowie, którzy nie zważając na innych głośno się śmiali i dyskutowali o festynie który odbył się w sobotę. Większa część uczniów nie mogła ścierpieć tego, że się tam nie pojawiłem. Sam osobiście się zdziwiłem, gdy nasz wychowawca powiedział mi, że nie muszę się tam pojawiać, bo pewnie jestem zajęty rozpakowywaniem po przeprowadzce. Cóż nie było to prawdą. Swoje rzeczy wypakowałem już pierwszego dnia po przyjeździe, a resztę miała ogarnąć moja matka, aczkolwiek bardzo chętnie przyjąłem taką wymówkę by się tam nie pojawiać. Większość uczniów przywitała się ze mną skinieniem głowy, jednak moi „ziomkowie” za punkt honoru obrali sobie odwalić małą szopkę jak to się dobrze znamy. Już miałem ich coś odpowiedzieć, gdy w sali pojawił się nauczyciel i tym samym przerwał wszelkie rozmowy. Przywitaliśmy się z nim i przeszliśmy do lekcji.
            Mój dzień był niezwykle udany aż do przerwy obiadowej. Wyszedłem z klasy od japońskiego i już zmierzałem na dach delektować się ciszą i chwilą samotności, a może nawet popołudniową drzemką po źle przespanej nocy, gdy zaczepiła mnie jedna z dziewczyn.
            — Koori-kun! – Odwróciłem się słysząc za sobą głos Chouko, koleżanki z klasy. — Może miałbyś ochotę iść ze mną do stołówki? – powiedziała lekko zdyszana, najwyraźniej musiała podbiec żeby mnie złapać.
            — Wybacz, ale jestem trochę zmęczony i właśnie zmierzam do pielęgniarki trochę się przespać. – skłamałem gładko, a wiarygodności dodało ziewnięcie, które cisnęło mi się na usta.
            — Och, okej. Może następnym razem. – Uśmiechnęła się miło.
            Ruszyłem już dalej gdy złapała mnie za rękaw swetra, który zdecydowałem się nosić, zamiast tej ohydnej kamizelki.
            — Um… Wiesz, ostatnio zauważyłam, że nie masz w zwyczaju nosić ze sobą obentou[1], więc zrobiłam ci jedno – mówiąc to wyciągnęła przed siebie pudełko zawinięte w niebieską chustę. Nagle zrobiła się czerwona jak piwonia.
            — Dziękuję, to bardzo miłe z twojej strony. — Z uśmiechem przejąłem od niej drugie śniadanie.
            — Nie ma za co. Smacznego! — powiedziała szybko i dalej speszona oddaliła się w stronę stołówki.  
            Sam również ruszyłem do miejsca do którego wcześniej zmierzałem. Drzwi na dachu były zamknięte na klucz, ale po kilku próbach odkryłem, że zamek jest zepsuty i po uniesieniu ich pod odpowiednim kątem drzwi się otwierały. Gdy już udało mi się je sforsować uderzyła mnie fala chłodnego, świeżego powietrza, co przyjąłem z ulgą. Dzień był słoneczny, więc zimny wiatr nie dokuczał mi za specjalnie, jednak chcąc się od niego trochę uchronić usiadłem za małym składzikiem i rozwinąłem bentou. Jak mogłem przewidzieć ze środka wypadła koperta. Tylko westchnąłem i przewróciłem oczami. Nie chcąc psuć sobie posiłku, odłożyłem ją na później i zająłem się jedzeniem. To co dziewczyna przyszykowała było zrobione z dużą starannością i było bardzo dobre. Na szczęście nic nie było wycięte w kształt serduszek, co mnie niezmiernie uradowało. Skończyłem posiłek, a potem dosięgłem kopertę. Położyłem ją sobie na kolanach po czym z wewnętrznej kieszeni torby szkolnej wyciągnąłem papierosy wraz z zapalniczką. Kiedy w końcu zaskoczyła i pojawił się płomień mogłem delektować się swoim nałogiem. Schowałem paczkę i zapalniczkę, wyciągnąłem natomiast popielniczkę[2], a potem znów wziąłem kopertę. Otworzyłem ją i z ulga przyjąłem fakt, że nie jest perfumowana, jak spora część które otrzymałem. Niechętnie rozwinąłem kartkę i zacząłem czytać. Zebrało mi się na mdłości już po pierwszych trzech zdaniach i zdecydowałem, że nie ma sensu się tak tym maltretować. Do końca przerwy papieros w miarę pomógł mi oczyścić myśli i zebrać siłę na następnych kilka lekcji i kółko muzyczne. Z głębokim westchnieniem wstałem wrzucając niedopałek do popielniczki. Schowałem ją spowrotem do torby i ruszyłem w kierunku sali, w której miałem następną lekcję.
            Akurat wchodziłem do sali, gdy zadzwonił dzwonek. Usiadłem na swoim miejscu i wypakowałem się. Jeszcze tylko trzy lekcje i kółko. – powtarzałem jak mantrę ze szczerą nadzieją, że to jakoś skróci ten czas. Mimo znudzenia i zmęczenia, starałem się wyciągnąć z zajęć jak najwięcej, by potem spędzić mniej czasu na nauce w domu.
            Moja mała modlitwa musiała chyba zdziałać cuda, bo nawet nie zauważyłem, a zadzwonił dzwonek i usłyszałem rozochocone głosy reszty cieszące się na powrót do domu. Z niedowierzaniem spojrzałem na zegar i rzeczywiście, moje lekcje się już skończyły. Nie napawało mnie to jednak równym entuzjazmem, bo musiałem jeszcze spędzić godzinę na zajęciach pozalekcyjnych. Nie mogąc przeciągać pakowania się w nieskończoność, wyszedłem z sali i udałem się do pokoju nauczycielskiego, gdzie zostawiłem gitarę na przechowanie.
            Schodząc po schodach mogłem usłyszeć głośny śmiech Ryuu. Wziąłem głęboki oddech starając się znaleźć siłę na spędzenie godziny w towarzystwie głośnego nastolatka.
            — Cześć – przywitałem się otwierając drzwi do salki.
            — Siema Minoru! – przy uchu usłyszałem głos Smoka, który na powitanie objął mnie ramieniem.
            Spojrzałem na niego z niesmakiem. Był zbyt otwarty w stosunku do nowo poznanych osób jak na mój gust. Nie lubiłem gdy ktoś naruszał moją przestrzeń osobistą.
            — Dzień dobry Koori-senpai – odpowiedział mi Natsumoto, najmłodszy z całej grupy.
            — Yo – rzucił Kimura rozwijając jednocześnie jakiś kabel.
            Shibata jedynie podniósł rękę na powitanie i wrócił do majstrowania przy swoim basie.
            — Hej – Za sobą usłyszałem głos Asuki.
            — Mógłbyś się na mnie nie uwieszać Watanabe – warknąłem zrzucając chłopaka ze swoich ramion. Właściwie przez różnicę w naszym wzroście robiłem pewnie dla niego za idealną podpórkę na ręce. — Natsumoto, nie musisz mnie tytułować „senpai”, wystarczy moje nazwisko.
            — Dobrze – odparł uśmiechając się nieśmiało, na co odpowiedziałem mu tym samym. Chłopak wydawał się miły i się nie narzucał za co zarobił dodatkowe milion punktów na plus.
            — Dawaj, pokaż jaką masz tą gitarę – powiedział Sho, gdy skończył w końcu rozwijać przewód, jak teraz zdążyłem zauważyć wiodący do głośnika.
            Sięgnąłem do futerału ma moich plecach, tym razem skutecznie zrzucając z siebie niebieskowłosego i postawiłem go na podłodze. Gdy tylko wyjąłem instrument z pokrowca wokół mnie rozpętał się zgiełk podnieconych głosów nad moją głową.
            — O kurde – zagwizdał czarnowłosy, pochylając się nade mną. — Skąd ty to wytrzasnąłeś?!
            — Sam ją sobie kupiłeś? – zapytał rudowłosy z niespotykanym w jego głosie zainteresowaniem.
            — Przyjaciel mi ją kupił na szesnaste urodziny – odpowiedziałem, a potem usiadłem na podłodze i zacząłem stroić gitarę (a przynajmniej starałem się to zrobić w tym harmidrze).
            — Też bym taką chciał – Rozmarzył się Watanabe przykucając przy mnie, by przyjrzeć się jej z bliska.
            — Co w niej jest takiego niezwykłego? – Tym razem głos zabrała Asuka, pochylając się ze zmarszczonymi brwiami, jakby poszukując tego co tak instrument wyróżnia spośród innych.
            — To Gibson Semi – Kimura wymówił tę nazwę z takim namaszczeniem jakby wypowiadał imię jakiegoś Boga. — Ceny dochodzą do 3 500€[3].
            — To będzie coś około 460000¥ - powiedział Shibata z telefonem w ręce widząc, że cena w euro nie robi na dziewczynie takiego wrażenia jak powinna.
            Na to oczy dziewczyny otworzyły się w niedowierzaniu.
            — To gitara może być tak droga?
            — Może i masz tu żywy przykład – Znów odezwał się energiczny chłopak o brązowych oczach wskazując na mój instrument.
            — Moja nie była taka droga – Postanowiłem dołączyć się do rozmowy. — To Gibson ES – Les Paul Special II, typ Semi Hollow. Kosztował coś około 1 300€.
            — To i tak dużo! Twój przyjaciel kupił ci niezwykły prezent – odparł Hayate.
            — Ta – mruknąłem, przejeżdżając pieszczotliwie palcami po pudle gitary. — To co, gramy czy będziemy się przez godzinę zachwycać?
            — O tak! Chcę usłyszeć to cudo w akcji! – wykrzyknął rozochocony niebieskowłosy. — Tylko nie spieprz niczego, bo żal gitary.
            — Postaram się nie przysporzyć ci traumy.
            Kiedy już wszystko ustawiliśmy, a klasyczna część klubu opuściła salę rozpoczęliśmy grę. Szło nam bardzo dobrze, od razu wszyscy się zgraliśmy. W końcu kółko dobiegło końca i zostało nam tylko salkę sprzątnąć i mogłem wracać do domu.
            — Od jak dawna grasz? – zapytał Kimura, kiedy odłączałem gitarę od piecyka.
            — W sumie to od małego. Mój ojciec się śmiał, że zanim jeszcze zacząłem chodzić, umiałem już trzymać podstawowe chwyty na gitarze. – Uśmiechnąłem się do siebie na to wspomnienie.
            — Byłeś już w jakimś zespole? A może kiedyś grałeś w jakimś klubie? – wypalił nagle.
            Zagryzłem wargę zastanawiając się chwilę nad tym pytaniem, ostatecznie stwierdzając, że nie muszę im we wszystkim mówić prawdy.
            — Nie – skłamałem gładko. — A co?
            — Nic po prostu świetnie grasz, tyle.
            — Dzięki.
            Przez chwilę w pomieszczeniu panowała cisza aż w mojej głowie nie zrodziło się pytanie.
— Właśnie Ryuu – zacząłem przyciągając uwagę chłopaka na siebie. — Szkoła nie miała nic przeciwko twoim włosom? – spytałem autentycznie ciekawy jego przygody z niebieskimi włosami.
— Na początku mnie chcieli zawiesić do czasu, aż wróci mi naturalny kolor, ale udało się wybłagać ich na zostawienie niebieskiego. Tylko warunkiem było przeniesienie się do klasy E. Wcześniej chodziłem z Sho i Tatsuyą. — Mówiąc to, wskazał na wspomnianą dwójkę podbródkiem.
— Aż dziw, że cię nie wykopali.
Reszta czasu minęła na głupich rozmowach o dziewczynach do których się nie przyłączyłem.
Wyszedłem z sali, nie zamykając za sobą drzwi, ponieważ tuż za mną wychodził też rudowłosy. Wracając ze szkoły wstąpiłem do sklepu po składniki na jutrzejszy obiad. Nie miałem ochoty nic robić, więc gdy wróciłem do domu, tylko odrobiłem lekcje i, zabierając wcześniej pieniądze, ruszyłem do baru sushi.
Przez kilka minut błądziłem w okolicach mojego domu szukając takowego baru, ale przez słabą znajomość miasta miałem niemały problem z jego znalezieniem. W końcu wchodząc w jedną z bocznych uliczek znalazłem mały, przytulny lokal. Od wejścia powitał mnie gwar rozmów, śmiechów i stukanie talerzy na taśmie. Bardzo ceniłem sobie ciszę i spokój, ale tutaj ten hałas mi nie przeszkadzał. Paradoksalnie nawet mnie uspokajał, pozwalał oderwać się od problemów w domu i negatywnych emocji nagromadzonych w szkole, na spokojnie zebrać myśli.
Usiadłem na wolnym miejscu, bardziej z tyłu lady. Nalałem sobie herbaty, sięgnąłem po pałeczki i ściągnąłem pierwszy talerzyk z taśmy. Nie jadłem spiesznie ani dużo, ale czas minął mi szybko i zanim się spostrzegłem było już po dwudziestej. Podałem spodki do młodego chłopaka za ladą, a ten spojrzał an mnie i szybko policzył ile będzie mnie kosztowała dzisiejsza obiadokolacja[4]. Zapłaciłem i wyszedłem z lokalu. Na dworze zrobiło się chłodniej, co mnie ucieszyło. Pojawienie się chłodniejszych temperatur przyjąłem z ulgą jako osoba, która nienawidziła skwaru lata i duchoty która temu towarzyszyła.
Przez jakiś czas kręciłem się bez celu wędrując uliczkami miasta, gdy na mojej drodze pojawił się znajomy szyld klubu do którego zagościłem w ostatnią sobotę. Bez zbędnego myślenia zgasiłem papierosa i pchnąłem drzwi do lokalu.


[1] Nie jestem pewny, czy wiecie co to jest, więc szybkie wytłumaczenie: drugie śniadanie, w większości przygotowywane przez matkę, składające się ze wszystkiego co nam się żywnie podoba. Jeśli dziewczyna robi chłopakowi bentou to jest to sygnał, że jest w nim zakochana, dlatego też bohaterka cała się zarumieniła.
[2] To może dziwnie zabrzmieć, ale w Japonii sprzedaje się takie przenośne popielniczki, bo nie można strzepywać popiołu na chodnik. Wygląda trochę jak taki dziadkowy portfel na drobniaki https://global.rakuten.com/en/store/nep-mens/item/w-kp006-01-bk/
[3]  Coś około 14 tyś złotych
[4] W sushi barach dany kolor  talerzyka ma przypisaną rybę i cenę.

1 komentarz:

  1. bardzo fajnie piszesz i naprawde masz duza ambicje, ale wszystko wydaje się takie...2D?? nie potrafie tego opisac, byc moze mam takie wrazenia bo to dopiero drugi rozdzial, ale praktyka czyni mistrza i na pewno bedzie szlo ci co raz lepiej!! jak dla mnie rozdzialy sa strasznie dlugie, nie jestem przyzwyczajony do takiej dlugosci, wiec dlatego moze mi byc trudno, ale tak to superowo!

    OdpowiedzUsuń