Minął dokładnie
tydzień od mojego pojawienia się w szkole. Minął jeden okropnie długi i męczący
tydzień. Ciągłe pytania o to dlaczego
się przeprowadziłem. Wkurzające próby dowiedzenia się jak najwięcej o moim
prywatnym życiu. Głupie zachowania moich rówieśników próbujących się popisać
przed przyjezdnym albo starających pokazać mi, że nie jestem stąd i muszę znać
swoje miejsce. Najbardziej wkurwiające były zaloty co bardziej odważnych dziewczyn.
Już drugiego dnia moja szafka była zapełniona listami miłosnymi, a jedna
dziewczyna postanowiła mnie zatrzymać na korytarzu i zaproponować mi zostanie
jej chłopakiem. Później rozochocone tym, że jak to ujął jeden z moim
rówieśników, „nie jestem łatwy” urządziły sobie wewnątrz-szkolny konkurs na to
którą pierwszą zabiorę na randkę. Czy ja
trafiłem na jakiś oddział zamknięty czy co? Czuję się jak okaz w zoo. – pomyślałem
wyciągając jeszcze jeden list ze schowka na buty, który znalazłem przy
zmienianiu obuwia. Rozerwałem kopertę, ale nawet nie zajrzałem do środka i z
odrazą wyrzuciłem kopertę z całą, wylewnie spsikaną perfumami o jakimś
śmierdzącym odorze zawartością. Dzisiejszy apel poranny został odwołany, więc w
szkole jeszcze nie było większości uczniów. Udałem się do pokoju
nauczycielskiego gdzie poprosiłem o przechowanie gitary, którą zabrałem ze sobą
ze względu na kółko. Starałem się przychodzić do szkoły zawsze o innej
godzinie by umknąć chłopakom z mojej klasy, którzy na prawo i lewo
rozpowiadali jakimi to jesteśmy najlepszymi ziomami, a dla potwierdzenia swoich
słów postanowili włóczyć się ze mną po korytarzach szkoły.
Dziś idąc do klasy udało mi się ich
uniknąć i w spokoju dotrzeć na pierwszą lekcję, niestety wychowawczą.
Otworzyłem drzwi i z ulgą odkryłem, że jest prawie pusta. Na swoim miejscu
siedziała przewodnicząca klasy i porządkowała swoje notatki (prawdopodobnie na
dzisiejsze zajęcia) oraz dodatkowe cztery osoby siedzące w grupie cicho o czymś
dyskutujące. Kiwnąłem im tylko głową i usiadłem w swojej ławce. Z nudów zacząłem
przeglądać swoje notatki z japońskiego z ostatniej lekcji. Ta miła cisza nie
trwała jednak zbyt długo, bo już bo chwili do klasy zaczęli wchodzić pozostali
uczniowie, którzy nie zważając na innych głośno się śmiali i dyskutowali o
festynie który odbył się w sobotę. Większa część uczniów nie mogła ścierpieć
tego, że się tam nie pojawiłem. Sam osobiście się zdziwiłem, gdy nasz
wychowawca powiedział mi, że nie muszę się tam pojawiać, bo pewnie jestem
zajęty rozpakowywaniem po przeprowadzce. Cóż nie było to prawdą. Swoje rzeczy
wypakowałem już pierwszego dnia po przyjeździe, a resztę miała ogarnąć moja
matka, aczkolwiek bardzo chętnie przyjąłem taką wymówkę by się tam nie
pojawiać. Większość uczniów przywitała się ze mną skinieniem głowy, jednak moi
„ziomkowie” za punkt honoru obrali sobie odwalić małą szopkę jak to się dobrze
znamy. Już miałem ich coś odpowiedzieć, gdy w sali pojawił się nauczyciel i tym
samym przerwał wszelkie rozmowy. Przywitaliśmy się z nim i przeszliśmy do
lekcji.
Mój dzień był niezwykle udany aż do
przerwy obiadowej. Wyszedłem z klasy od japońskiego i już zmierzałem na dach
delektować się ciszą i chwilą samotności, a może nawet popołudniową drzemką po
źle przespanej nocy, gdy zaczepiła mnie jedna z dziewczyn.
— Koori-kun! – Odwróciłem się
słysząc za sobą głos Chouko, koleżanki z klasy. — Może miałbyś ochotę iść ze
mną do stołówki? – powiedziała lekko zdyszana, najwyraźniej musiała podbiec
żeby mnie złapać.
— Wybacz, ale jestem trochę zmęczony
i właśnie zmierzam do pielęgniarki trochę się przespać. – skłamałem gładko, a
wiarygodności dodało ziewnięcie, które cisnęło mi się na usta.
— Och, okej. Może następnym razem. –
Uśmiechnęła się miło.
Ruszyłem już dalej gdy złapała mnie
za rękaw swetra, który zdecydowałem się nosić, zamiast tej ohydnej kamizelki.
— Um… Wiesz, ostatnio zauważyłam, że
nie masz w zwyczaju nosić ze sobą obentou[1],
więc zrobiłam ci jedno – mówiąc to wyciągnęła przed siebie pudełko zawinięte w
niebieską chustę. Nagle zrobiła się czerwona jak piwonia.
— Dziękuję, to bardzo miłe z twojej
strony. — Z uśmiechem przejąłem od niej drugie śniadanie.
— Nie ma za co. Smacznego! — powiedziała
szybko i dalej speszona oddaliła się w stronę stołówki.
Sam również ruszyłem do miejsca do
którego wcześniej zmierzałem. Drzwi na dachu były zamknięte na klucz, ale po
kilku próbach odkryłem, że zamek jest zepsuty i po uniesieniu ich pod
odpowiednim kątem drzwi się otwierały. Gdy już udało mi się je sforsować
uderzyła mnie fala chłodnego, świeżego powietrza, co przyjąłem z ulgą. Dzień
był słoneczny, więc zimny wiatr nie dokuczał mi za specjalnie, jednak chcąc się
od niego trochę uchronić usiadłem za małym składzikiem i rozwinąłem bentou. Jak
mogłem przewidzieć ze środka wypadła koperta. Tylko westchnąłem i przewróciłem
oczami. Nie chcąc psuć sobie posiłku, odłożyłem ją na później i zająłem się
jedzeniem. To co dziewczyna przyszykowała było zrobione z dużą starannością i
było bardzo dobre. Na szczęście nic nie było wycięte w kształt serduszek, co
mnie niezmiernie uradowało. Skończyłem posiłek, a potem dosięgłem kopertę.
Położyłem ją sobie na kolanach po czym z wewnętrznej kieszeni torby szkolnej
wyciągnąłem papierosy wraz z zapalniczką. Kiedy w końcu zaskoczyła i pojawił
się płomień mogłem delektować się swoim nałogiem. Schowałem paczkę i
zapalniczkę, wyciągnąłem natomiast popielniczkę[2],
a potem znów wziąłem kopertę. Otworzyłem ją i z ulga przyjąłem fakt, że nie
jest perfumowana, jak spora część które otrzymałem. Niechętnie rozwinąłem
kartkę i zacząłem czytać. Zebrało mi się na mdłości już po pierwszych trzech
zdaniach i zdecydowałem, że nie ma sensu się tak tym maltretować. Do końca
przerwy papieros w miarę pomógł mi oczyścić myśli i zebrać siłę na następnych
kilka lekcji i kółko muzyczne. Z głębokim westchnieniem wstałem wrzucając
niedopałek do popielniczki. Schowałem ją spowrotem do torby i ruszyłem w
kierunku sali, w której miałem następną lekcję.
Akurat wchodziłem do sali, gdy
zadzwonił dzwonek. Usiadłem na swoim miejscu i wypakowałem się. Jeszcze tylko trzy lekcje i kółko. –
powtarzałem jak mantrę ze szczerą nadzieją, że to jakoś skróci ten czas. Mimo
znudzenia i zmęczenia, starałem się wyciągnąć z zajęć jak najwięcej, by potem
spędzić mniej czasu na nauce w domu.
Moja mała modlitwa musiała chyba
zdziałać cuda, bo nawet nie zauważyłem, a zadzwonił dzwonek i usłyszałem
rozochocone głosy reszty cieszące się na powrót do domu. Z niedowierzaniem
spojrzałem na zegar i rzeczywiście, moje lekcje się już skończyły. Nie napawało
mnie to jednak równym entuzjazmem, bo musiałem jeszcze spędzić godzinę na
zajęciach pozalekcyjnych. Nie mogąc przeciągać pakowania się w nieskończoność,
wyszedłem z sali i udałem się do pokoju nauczycielskiego, gdzie zostawiłem
gitarę na przechowanie.
Schodząc po schodach mogłem usłyszeć
głośny śmiech Ryuu. Wziąłem głęboki oddech starając się znaleźć siłę na
spędzenie godziny w towarzystwie głośnego nastolatka.
— Cześć – przywitałem się otwierając
drzwi do salki.
— Siema Minoru! – przy uchu
usłyszałem głos Smoka, który na powitanie objął mnie ramieniem.
Spojrzałem na niego z niesmakiem. Był
zbyt otwarty w stosunku do nowo poznanych osób jak na mój gust. Nie lubiłem gdy
ktoś naruszał moją przestrzeń osobistą.
— Dzień dobry Koori-senpai –
odpowiedział mi Natsumoto, najmłodszy z całej grupy.
— Yo – rzucił Kimura rozwijając
jednocześnie jakiś kabel.
Shibata jedynie podniósł rękę na
powitanie i wrócił do majstrowania przy swoim basie.
— Hej – Za sobą usłyszałem głos
Asuki.
— Mógłbyś się na mnie nie uwieszać
Watanabe – warknąłem zrzucając chłopaka ze swoich ramion. Właściwie przez
różnicę w naszym wzroście robiłem pewnie dla niego za idealną podpórkę na ręce.
— Natsumoto, nie musisz mnie tytułować „senpai”, wystarczy moje nazwisko.
— Dobrze – odparł uśmiechając się
nieśmiało, na co odpowiedziałem mu tym samym. Chłopak wydawał się miły i się
nie narzucał za co zarobił dodatkowe milion punktów na plus.
— Dawaj, pokaż jaką masz tą gitarę –
powiedział Sho, gdy skończył w końcu rozwijać przewód, jak teraz zdążyłem
zauważyć wiodący do głośnika.
Sięgnąłem do futerału ma moich
plecach, tym razem skutecznie zrzucając z siebie niebieskowłosego i postawiłem
go na podłodze. Gdy tylko wyjąłem instrument z pokrowca wokół mnie rozpętał się
zgiełk podnieconych głosów nad moją głową.
— O kurde – zagwizdał czarnowłosy,
pochylając się nade mną. — Skąd ty to wytrzasnąłeś?!
— Sam ją sobie kupiłeś? – zapytał
rudowłosy z niespotykanym w jego głosie zainteresowaniem.
— Przyjaciel mi ją kupił na
szesnaste urodziny – odpowiedziałem, a potem usiadłem na podłodze i zacząłem
stroić gitarę (a przynajmniej starałem się to zrobić w tym harmidrze).
— Też bym taką chciał – Rozmarzył się
Watanabe przykucając przy mnie, by przyjrzeć się jej z bliska.
— Co w niej jest takiego
niezwykłego? – Tym razem głos zabrała Asuka, pochylając się ze zmarszczonymi
brwiami, jakby poszukując tego co tak instrument wyróżnia spośród innych.
— To Gibson Semi – Kimura wymówił tę
nazwę z takim namaszczeniem jakby wypowiadał imię jakiegoś Boga. — Ceny
dochodzą do 3 500€[3].
— To będzie coś około 460000¥ -
powiedział Shibata z telefonem w ręce widząc, że cena w euro nie robi na
dziewczynie takiego wrażenia jak powinna.
Na to oczy dziewczyny otworzyły się
w niedowierzaniu.
— To gitara może być tak droga?
— Może i masz tu żywy przykład –
Znów odezwał się energiczny chłopak o brązowych oczach wskazując na mój
instrument.
— Moja nie była taka droga –
Postanowiłem dołączyć się do rozmowy. — To Gibson ES – Les Paul Special II, typ
Semi Hollow. Kosztował coś około 1 300€.
— To i tak dużo! Twój przyjaciel
kupił ci niezwykły prezent – odparł Hayate.
— Ta – mruknąłem, przejeżdżając
pieszczotliwie palcami po pudle gitary. — To co, gramy czy będziemy się przez
godzinę zachwycać?
— O tak! Chcę usłyszeć to cudo w
akcji! – wykrzyknął rozochocony niebieskowłosy. — Tylko nie spieprz niczego, bo
żal gitary.
— Postaram się nie przysporzyć ci
traumy.
Kiedy już wszystko ustawiliśmy, a
klasyczna część klubu opuściła salę rozpoczęliśmy grę. Szło nam bardzo dobrze,
od razu wszyscy się zgraliśmy. W końcu kółko dobiegło końca i zostało nam tylko
salkę sprzątnąć i mogłem wracać do domu.
— Od jak dawna grasz? – zapytał
Kimura, kiedy odłączałem gitarę od piecyka.
— W sumie to od małego. Mój ojciec
się śmiał, że zanim jeszcze zacząłem chodzić, umiałem już trzymać podstawowe
chwyty na gitarze. – Uśmiechnąłem się do siebie na to wspomnienie.
— Byłeś już w jakimś zespole? A może
kiedyś grałeś w jakimś klubie? – wypalił nagle.
Zagryzłem wargę zastanawiając się
chwilę nad tym pytaniem, ostatecznie stwierdzając, że nie muszę im we wszystkim
mówić prawdy.
— Nie – skłamałem gładko. — A co?
— Nic po prostu świetnie grasz,
tyle.
— Dzięki.
Przez chwilę w pomieszczeniu
panowała cisza aż w mojej głowie nie zrodziło się pytanie.
—
Właśnie Ryuu – zacząłem przyciągając uwagę chłopaka na siebie. — Szkoła nie
miała nic przeciwko twoim włosom? – spytałem autentycznie ciekawy jego przygody
z niebieskimi włosami.
—
Na początku mnie chcieli zawiesić do czasu, aż wróci mi naturalny kolor, ale
udało się wybłagać ich na zostawienie niebieskiego. Tylko warunkiem było
przeniesienie się do klasy E. Wcześniej chodziłem z Sho i Tatsuyą. — Mówiąc to,
wskazał na wspomnianą dwójkę podbródkiem.
—
Aż dziw, że cię nie wykopali.
Reszta
czasu minęła na głupich rozmowach o dziewczynach do których się nie
przyłączyłem.
Wyszedłem
z sali, nie zamykając za sobą drzwi, ponieważ tuż za mną wychodził też
rudowłosy. Wracając ze szkoły wstąpiłem do sklepu po składniki na jutrzejszy
obiad. Nie miałem ochoty nic robić, więc gdy wróciłem do domu, tylko odrobiłem
lekcje i, zabierając wcześniej pieniądze, ruszyłem do baru sushi.
Przez
kilka minut błądziłem w okolicach mojego domu szukając takowego baru, ale przez
słabą znajomość miasta miałem niemały problem z jego znalezieniem. W końcu wchodząc
w jedną z bocznych uliczek znalazłem mały, przytulny lokal. Od wejścia powitał
mnie gwar rozmów, śmiechów i stukanie talerzy na taśmie. Bardzo ceniłem sobie
ciszę i spokój, ale tutaj ten hałas mi nie przeszkadzał. Paradoksalnie nawet
mnie uspokajał, pozwalał oderwać się od problemów w domu i negatywnych emocji
nagromadzonych w szkole, na spokojnie zebrać myśli.
Usiadłem
na wolnym miejscu, bardziej z tyłu lady. Nalałem sobie herbaty, sięgnąłem po
pałeczki i ściągnąłem pierwszy talerzyk z taśmy. Nie jadłem spiesznie ani dużo,
ale czas minął mi szybko i zanim się spostrzegłem było już po dwudziestej.
Podałem spodki do młodego chłopaka za ladą, a ten spojrzał an mnie i szybko
policzył ile będzie mnie kosztowała dzisiejsza obiadokolacja[4].
Zapłaciłem i wyszedłem z lokalu. Na dworze zrobiło się chłodniej, co mnie
ucieszyło. Pojawienie się chłodniejszych temperatur przyjąłem z ulgą jako
osoba, która nienawidziła skwaru lata i duchoty która temu towarzyszyła.
Przez
jakiś czas kręciłem się bez celu wędrując uliczkami miasta, gdy na mojej drodze
pojawił się znajomy szyld klubu do którego zagościłem w ostatnią sobotę. Bez
zbędnego myślenia zgasiłem papierosa i pchnąłem drzwi do lokalu.
[1] Nie
jestem pewny, czy wiecie co to jest, więc szybkie wytłumaczenie: drugie
śniadanie, w większości przygotowywane przez matkę, składające się ze
wszystkiego co nam się żywnie podoba. Jeśli dziewczyna robi chłopakowi bentou
to jest to sygnał, że jest w nim zakochana, dlatego też bohaterka cała się
zarumieniła.
[2] To może
dziwnie zabrzmieć, ale w Japonii sprzedaje się takie przenośne popielniczki, bo
nie można strzepywać popiołu na chodnik. Wygląda trochę jak taki dziadkowy
portfel na drobniaki https://global.rakuten.com/en/store/nep-mens/item/w-kp006-01-bk/
[3] Coś około 14 tyś złotych
[4] W sushi
barach dany kolor talerzyka ma
przypisaną rybę i cenę.
bardzo fajnie piszesz i naprawde masz duza ambicje, ale wszystko wydaje się takie...2D?? nie potrafie tego opisac, byc moze mam takie wrazenia bo to dopiero drugi rozdzial, ale praktyka czyni mistrza i na pewno bedzie szlo ci co raz lepiej!! jak dla mnie rozdzialy sa strasznie dlugie, nie jestem przyzwyczajony do takiej dlugosci, wiec dlatego moze mi byc trudno, ale tak to superowo!
OdpowiedzUsuń